Tymczasem, w okowach teraźniejszości na Piaszczystej Plaży.
- Hej, hej! Czy wiesz, na co ja musiałem się narazić, by cię wyłowić? - zapytał Leśny Dziadek.
Dziadek Mróz nie odpowiedział, gdyż zajęty był opróżnianiem swoich płuc z fitoplanktonu.
- Ja odradzałem - zastrzegł Naukowiec.
Dziadek Mróz wypluł kolejny wodorost.
- Domyślam się, Naukowcu - wyksztusił pomiędzy dwoma kaszlnięciami.
- Ciekawy jestem - Leśny Dziadek, widząc minę Szalonego Naukowca, szybko zmienił temat - co jest w tej butelce...

Dziadek Mróz wybałuszył oczy.
- Jak to co?
- Chyba nie myślałeś - odrzekł Naukowiec z miną człowieka, który po raz kolejny nie może powstrzymać się od przytoczenia tej samej, lichej dykteryjki - że alkohol?
- Nie dokuczaj mu - poprosił Naukowca Leśny Dziadek, z zadziwiającą w jego wieku zręcznością uchylając się przed jednym z rozpaczliwych gestów lamentującego Dziadka Mroza. - Lepiej zajrzyjmy do butelki.
To mówiąc, Leśny Dziadek wyciągnął korek pokryty substancją, która przy znacznej dozie optymizmu mogłaby być zidentyfikowana jako stuletnia pleśń, i zajrzał wgłąb naczynia, wybałuszając karykaturalnie jedno oko i strzygąc zapamiętale brwiami.
- List - wyszeptał Naukowiec.
Leśny Dziadek wyciągnął z butelki zbiór dziur i plam gdzieniegdzie połączonych włóknami papierowymi, po czym spojrzał smętnie na Szalonego Naukowca.
- Czytaj - rozkazał Naukowiec. - Z nas wszystkich - tu spojrzał znacząco na wierzgającego Dziadka Mroza - masz chyba najlepszy wzrok.
Dziadek spojrzał ze zrozumieniem na grube szkła Naukowca i przekrwione gałki oczne Dziadka Mroza, odchrząknął hałaśliwie i zaczął czytać:
- Zmieniłem zdanie - powiedział Naukowiec i wyrwał dukającemu Dziadkowi kartkę.
Leśny Dziadek obserwował z niemą satysfakcją wysiłki Naukowca. Trwały one na tyle długo, że Dziadek Mróz zdążył już zmęczyć się wierzganiem i wrzeszczeniem wniebogłosy. Usiadł na piasku i potoczył dookoła błędnym wzrokiem, po czym zagaił nieśmiało:
- To może mi dacie chociaż butelkę?
Naukowiec kopnął rzeczony przedmiot w stronę Dziadka, który rzucił się nań zapamiętale i zaczął badać cal po calu w poszukiwaniu akcyzy. Leśny Dziadek spróbował wyjąć list z rąk Naukowca, jednak ten wzdrygnął się z wściekłością i wrzasnął:
- Próbowałem polskiego, angielskiego, francuskiego, rosyjskiego, greckiego, egipskiego, fińskiego, japońskiego, a nawet narzecza Apaczów i łaciny średniowiecznej! Ten tekst jest nie tylko wybrakowany, ale i nie do odczytania!
Leśny Dziadek próbował coś powiedzieć, ale Dziadek Mróz, nie odnalazłszy akcyzy, wybrał właśnie ten moment na sypanie piaskiem we wszystkich wokół siebie.
- Próbowałem niemal wszystkich alfabetów, z Morse'em, Braille'em i sumeryjskim pismem klinowym włącznie! - pienił się Naukowiec.
Leśny Dziadek sapnął ociężale.
- Czytałeś do góry nogami.
- Co? - krzyknął Naukowiec. - Jak to?
Wyrwał Dziadkowi z rąk pergamin i przebiegł po nim ponownie wzrokiem. Po chwili oddał list bez słowa.
- Co do jednego jednak jesteśmy zgodni - powiedział Leśny Dziadek, odkrywając w sobie talent dyplomatyczny. - List napisał Dziadek Czas.
- Czas? - burknął Naukowiec. - Ten zgrzybiały tetryk z siwą brodą i obsesją zegarmistrzowską?
Leśny Dziadek zastanowił się przez chwilę.
- Chyba tak - odrzekł niepewnie.
- Chwileczkę - przerwał Naukowiec, jak każdy psychopata ceniący pedantyczną i logiczną realizację wszelkich planów - Udawaliśmy się na Wschód celem wymierzenia niesprawiedliwości pewnej panience, której nie udało Ci się...
- Zmieniłem plany - podniósł głos Leśny Dziadek, który może i mile wspominał sute biesiady w sadybie w Stumilowym Lesie, ale wolał nikomu o tym nie mówić. - Ten list jest o wiele ważniejszy od - zastanowił się - życia osobistego.
- Tak? - zdziwił się Naukowiec, który nawet swoją karierę zawodową podporządkował życiu osobistemu.
- Mam Ci przypominać - zniecierpliwił się Dziadek - co oznacza brak Dziadka Czasa?
Szalony Naukowiec spojrzał uważnie na Leśnego Dziadka.
- Ja wiem, co oznacza - rzucił z nadzieję Dziadek Mróz, zaprzestawszy szaleńczych pląsów po Piaszczystej Plaży.
- Rozszyfrujmy lepiej list - rzucił Leśny Dziadek.
- Słuszna uwaga - przytaknął Naukowiec, poprawiając okulary na swoim długim nosie.
Nad Piaszczystą Plażą pomarańczowy blask bijący od skrywającego się za linią horyzontu rydwanu Heliosa rozlewał się od otaczających niegdysiejszy Pusty Port Krzywych Klifów aż po majaczące na południowym zachodzie krańce Stumilowego Lasu. Niejeden romantyk z pewnością spoglądałby wzruszony na rozpościerający się przed nim malowniczy zachód czerwonego karła, zachwycając się wydłużającymi się cieniami spękanych od żaru skał i rozkoszując się dotykiem ciepłego piasku, gdyby nie mącący sielskość scenerii widok dwóch bujnie owłosionych postaci, z których jedna szarpała nerwowo wąsy i strzygła olbrzymimi brwiami a druga leżała pokotem w piachu, najwyraźniej nie zwracając, lub nie mogąc zwrócić uwagi na przechadzającą się nieopodal trzecią postać, wyposażoną w nienaturalnie długi i spiczasty nos, zakrzywiony hak zamiast prawej dłoni i denerwującą skłonność do knucia podłych planów.
- Mówię Ci, to na pewno chodzi o strzechę za lasem - upierał się Leśny Dziadek.
- Ale jaki ma sens zdanie
Przetrwawszy dni nędzy pod strzechą za lasem? - zdenerwował się Szalony Naukowiec.
- Metaforyczny - podsunął Leśny Dziadek.
- Meta co? - chciał wiedzieć Dziadek Mróz.
- Nie wątpię - kontynuował Naukowiec, puszczając mimo uszu próby konwersacyjne Dziadka Mroza - że dla kogoś, kto pół życia spędził pod strzechą za lasem, a drugie pół na strzesze w lesie, zdanie to ma wymiar egzystencjalny, ale...
- I naprawdę nie pasuje ci to do Dziadka Czasa? - spytał chytrze Leśny Dziadek.
- Może lepiej nie będę mówił, co pasuje do Czasa - warknął Naukowiec. - Zwłaszcza po tym, jak potraktował mój urodzinowy prezent.
- Ale ta szlafmyca naprawdę była za mała - łagodził Leśny Dziadek. - Lepiej zajmijmy się drugim wersem.
- A czemu niby miałbym uznać twoje tłumaczenie? - oburzył się Szalony Naukowiec. - Dlaczego akurat
przetrwawszy dni nędzy, gdy może być choćby
zrzedłszy pomiędzy,
przerwawszy nić przędzy,
zarobiwszy pieniędzy...
- Hej, hej! - wykrzyknął Leśny Dziadek. - Przecież ja w końcu znam go najlepiej!
- Nie polemizuje z tym - polemizował Szalony Naukowiec.
Leśny Dziadek pokręcił z niesmakiem głową i zabrał się za tłumaczenie kolejnego wersu.
- Spójrzmy na początek... Co to może być za słowo? Może
wiedziony?
- Pomyślmy - uśmiechnął się szyderczo Szalony Naukowiec. - Czy Dziadek Czas wysyłałby do nas z narażeniem życia list w butelce, gdyby spotkał fantastycznego towarzysza podróży, który powiódł go na nieznane ścieżki przygody?
- Tak.
- Faktycznie - przyznał z niechęcią Naukowiec. - Niemniej, sugerowałbym raczej
więziony. Przydałoby to nieco realizmu temu palimpsestowi.
- Hej, hej! - ucieszył się Leśny Dziadek. - Mogłoby to brzmieć zatem
więziony przebiegle... a jak więziony, to przecież przez kogoś... właśnie, może przez
wrogów swych czasem?
- Mówisz tak, jakbyś wcześniej znał tę kwestię - powiedział Naukowiec.
- To niesprawiedliwe! - wybełkotał Dziadek Mróz i zaczął znowu tarzać się po plaży
- A może to wiersz? - zmienił temat Leśny Dziadek. -
Lasem oraz
czasem to przecież rym.
- Rymtymtym, pararam - wycharczał Dziadek Mróz, plując piachem.
Naukowiec spojrzał koso na Leśnego Dziadka.
- Jonasz przecież mówił podobnie - ciągnął Leśny Dziadek. - Nie pamiętasz?
- Nie mówi się o zmarłych - warknął Szalony Naukowiec. - A tym bardziej o zabitych - dodał po chwili zastanowienia.
- W takim razie - Leśny Dziadek uznał, że bezpieczniej będzie nie rozwijać wątku Jonasza. - Zabierzmy się lepiej za następny wers.
- Darowałbyś sobie ten pluralis - zasugerował Naukowiec.
- Dobrze - zgodził się Dziadek i zadumał się.
Po chwili Szalony Naukowiec nie wytrzymał.
- Czy nie miałeś przypadkiem czytać następnego wersu?
- O, zapomniałem - zdziwił się Leśny Dziadek. - Hej, hej! A to Ci dopiero.
Twarz Naukowca przybrała barwę rydwanu Heliosa z zepsutym układem hamowania.
- To w takim razie czytam - powiedział szybko Leśny Dziadek. - Skoro zatem ustaliliśmy gdzie jest Dziadek Czas...
Naukowiec chrząknął sceptycznie.
- ...i wiemy, co się z nim dzieje...
Szalonym Naukowcem wstrząsnął kaszel, który zdołał zagłuszyć radosne kwiki Dziadka Mroza, który, zaprzestawszy tarzania się po ziemi, zajął się robieniem dziadków z piasku i właśnie zastanawiał się nad dorobieniem im towarzyszek.
- ...to zostaje nam określenie czasu - dokończył uradowany Leśny Dziadek. - O, na przykład
Dwa miesiące...
-
Dwa miesiące? Przecież tam jest końcówka
ący! - zauważył Naukowiec, pochylając się nad pergaminem.
- O - zdziwił się Leśny Dziadek. - A ja myślałem, że to wodorost.
- Myślenie zostaw mnie - zawyrokował Naukowiec. - Ty masz tylko zgadywać.
- To może
Już dwa dni idący? - zaryzykował Dziadek.
- Oczywiście - prychnął Naukowiec. - Może jeszcze
w dół rzeki? To byłoby do niego podobne. Albo w ogóle do dołu?
- Hej, hej! - uradował się Leśny Dziadek. - To pasuje!
- Słucham? - osłupiał Szalony Naukowiec.
-
Już dwa dni idący w doł rzeki...
- A więc jednak oszalałeś - skonstatował Naukowiec. - Ja rozumiem, że Dziadek Czas wiele może, ale chodzenie po wodzie...
Resztę obrazoburczej wypowiedzi Naukowca zakończył szczęśliwie lubieżny śmiech Dziadka Mroza, który zaczął lepić swoim dziadkom i babkom z piasku liczne potomstwo.
- Chciałbym skończyć - obraził się Leśny Dziadek, który osiągnął maestrię w ignorowaniu poczynań Dziadka Mroza. - ...
żegluję.
- Gdzie? - zapytał Dziadek Mróz, przerywając prace nad wyjątkowo dorodną babką z piasku.
- Nie ja, tylko Dziadek Czas - tłumaczył cierpliwie Leśny Dziadek. -
Już dwa dni idący w dół rzeki żegluję.
- Ciekawy jestem, skąd ta pewność - uśmiechnął się ironicznie Naukowiec.
- Innej nie mamy -zauważył filozoficznie Leśny Dziadek. - A został już nam tylko jeden wers! Hej, hej!
Naukowiec spojrzał szyderczo na Dziadka.
- A może to wodorost?
- Raczej pointa - poprawił Leśny Dziadek.
- A to nie to samo? - zdziwił się Naukowiec, który w wolnych chwilach dbał o czystość polszczyzny.
- Tylko w niektórych wierszach - powiedział po chwili zastanowienia Leśny Dziadek.
Szalony Naukowiec spojrzał groźnie na Dziadka.
- Tu natomiast musi być klasyczna pointa... - kontynuował Leśny Dziadek. - Hm.. Co tu mogło być?
Szelki?
Szyszki?
Szaliki?
Szpaki?...
- Może
szlaki? - podsunął Szalony Naukowiec.
Ironiczny uśmiech Naukowca zaczynał być denerwujący.
-
Szlaki? - zastanowił się Leśny Dziadek.
- A dalej być może
wschodnie. Dziadek Czas udał się wszak na Bardzo Daleki Wschód, nieprawdaż? - ciągnął Naukowiec.
-
Szlaki wschodnie... Hej, hej! - oczy Leśnego Dziadka błysnęły chędogo. -
Wypróbuję!
- A to z jakiej racji?
- Z zasady - uciął Leśny Dziadek.
- Zasady mnie nie zobowiązują - zaperzył się Szalony Naukowiec.
- To źle! - pouczył Dziadek Mróz, którego mina wskazywała na to, iż postanowił przydać swym piaskowym dziadkom nieco więcej męskości.
- A zatem - wycedził Naukowiec. -
Szlaki hmhmhm wschodnie wypróbuję?
- Tak! - ucieszył się Leśny Dziadek. - Ale bez
hmhmhm - dodał po chwili zastanowienia.
- Wiem! - wrzasnął Szalony Naukowiec.
- Ja też - zapewnił Naukowca Dziadek i widząc wściekły grymas na jego twarzy, szybko zagaił:
- To może
Szlaki owocnie wschodnie wypróbuję?
- Czy mówiłem Ci już, że mówisz tak, jakbyś przygotowywał się do tej rozmowy przez siedem miesięcy z wybrakowanego scenariusza? - zapytał Naukowiec.

Leśny Dziadek zastanowił się przez chwilę.
- Nie.
Szalony Naukowiec wybałuszył oczy z wściekłości i już miał sformułować ciętą ripostę, gdy naraz usłyszał straszny wrzask. Obrócił się zdziwiony i zobaczył Dziadka Mroza, ryczącego z furią i wymachującego potężnymi pięściami. Naukowiec spojrzał bezradnie na Leśnego Dziadka.
- Co mu się stało?
- Hej, hej - uśmiechnął się Leśny Dziadek. - Chyba nadepnąłeś na jedną z babek.
Po dłuższej chwili, co w tym miejscu oznacza: gdy Szalony Naukowiec zdołał otworzyć swój neseser i wstrzyknąć okładającemu go pięściami Dziadkowi Mrozowi sporą dawkę środka nasennego, zaś romantyk z naszej opowieści uciekł przerażony zepsuciem moralnym ludzkości, Szalony Naukowiec usiadł ciężko na kamieniu i poprosił znękanym głosem.
- Przeczytaj całość.
- Hej, hej! - zgodził się Leśny Dziadek, z jakiegoś powodu nieprzyzwoicie rozweselony, i zaczął czytać:
- Doskonale - powiedział Szalony Naukowiec. - A zatem wiemy dokładnie tyle samo, ile przed odczytaniem listu od Dziadka Czasa.
- Och - zmarkotniał Leśny Dziadek. - Ale przynajmniej wiemy teraz, że ma kłopoty.
- To wynika jedynie z Twojej interpretacji listu - odrzekł Naukowiec z paskudnym uśmiechem.
Leśny Dziadek pominął uwagę Naukowca milczeniem i zaczął gmerać w swoim gigantycznym plecaku celem odnalezienia mapy "Stumilowy las i okolice, czyli dlaczego nie warto podróżować na łono natury" wśród tak nieodzownych elementów ekwipunku podróżniczego, jak durszlak, żelazna podkowa, paczka zużytych chusteczek, kawał spleśniałej półtuszy, "Dziewica orleańska" Woltera, stary lizak i szybkostrzelna kusza harpunowa. Szalony Naukowiec obserwował ze znudzeniem wysiłki Leśnego Dziadka, co jakiś czas upewniając się, czy zastrzyk Dziadka Mroza wciąż działa.
- Musimy iść na południe, aż do Paskudnego Pogórza i na skraju Ryzykownej Równiny skręcić na północny wschód do Szczezłej Stoczni, gdzie spróbujemy wynająć statek - powiedział Leśny Dziadek, strzygąc zapamiętale brwiami i wodząc oczyma po poplamionej mapie.
- Skąd pewność, że uda nam się wynająć statek? - skrzywił się Naukowiec.
- W opisie mapy - wyjaśnił niecierpliwie Leśny Dziadek - jest napisane, że Szczezła Stocznia jest jedynym po Pustym Porcie miejscem, z którego można popłynąć na Bardzo Daleki Wschód.
- Papier wszystko... - zaczął Szalony Naukowiec, ale dalsza część jego wypowiedzi utonęła w przeraźliwym wrzasku.
Zastrzyk Szalonego Naukowca przestał działać.