Satyrykon - Parodystyk Satyrykon - Parodystyk Satyrykon - Parodystyk Satyrykon - Parodystyk Satyrykon - Parodystyk Satyrykon - ParodystykSatyrykon - Humoroskop
Satyrykon - Parodystyk
 Satyrykon - Parodystyk
Parodystyk, piastujący nader zaszczytne miej- sce wśród skonwencjonalizowanych kolumn satyrycznych niniejszego portalu, pozostaje silnie związany z normatywnymi gatunkami publicystycznymi, wśród których wydają się być dominującymi felietoniki parodystyczne, które jako spécialité de la maison Collegium redakcyjnego Satyrykonu wnoszą do lektury afirmatywny postulat intencjonalny.
 
Satyrykon - Parodystyk

Satyrykon - Parodystyk
 
    Satyrykon - Parodystyk
 
 
 
 
 
 
 
Satyrykon - Parodystyk
W karcie zdań, miast mniej lub bardziej smako- witych potraw, odszukać można spis najzłośliw- szych z najnowszych utworów parodystycz- nych, popełnionych w chwilach mentalnej wyższości przez czołowych publicystów portalu satyrycznego Satyrykon i w każdym przypadku bezlitosnie wyszydzających absurdy świata do- czesnego, a więc imających się nieomal wszys- tkich dziedzin życia społecznego. Bon appétit!
Satyrykon - Parodystyk

Satyrykon - Parodystyk
 
   Satyrykon - Parodystyk
 
Paradoksalnie, problem zubożenia intelektualnego nie tyczy się wyłącznie problemu religii w szkole. Niniejszy felietonik powinien stanowić dla szanownych czytelników rozpaczliwą próbę przestrzeżenia ich przed zgubnymi skutkami poddawania się ogólnemu nurtowi głupoty, a także zachęcenia do pozostania u nieśmiertelnych źródeł nauki.
Stanisław Jerzy Lec osiągnął mistrzostwo w dziedzinie kunsztu fryzjerskiego, splatając trzy pasma semiotyczne (bez, o zgrozo, uprzedniego uczesania!) w jedną z najważniejszych dla Redakcji Satyrykonu myśli. Niestety, tak dla Stanisława Jerzego Leca, jak i Redakcji Satyrykonu, koniec mody na noszenie warkoczy nie podważył profetycznego charakteru dominanty, czy nawet subdominanty, lecowskiej prognozy, lecz objął dziedziny życia, których o taką metamorfozę autor wspomnianych wyżej słów z pewnością nie podejrzewał. Któż bowiem mógłby wyobrazić sobie, że sfera intelektualna, wraz ze swoim zanikiem, powodować będzie znaczne zmiany grawitacyjne, przy jednoczesnym zapewnianiu jakże bogatych wrażeń wizualno-olfaktorycznych, godnych samego Grenouille'a? Niemniej jednak "ciasnota umysłowa się rozszerza", Drogi Czytelniku.
Rozszerza się i to we wszystkich już dziedzinach życia współczesnego człowieka, często nieświadomego, iż jest synekdochą i służy niechlubnym celom kłamliwej statystyki. Wypływa to ze znacznie rozleglejszego, aniżeli genealogia Zamoyskich, ciągu przyczynowo-skutkowego, na którego początku stoi... szkolnictwo. (..) Nie jest to bynajmniej powód do zmartwienia, bowiem dzięki wybitnym rozporządzeniom Ministerstwa Sportu i Edukacji może się rychło znaleźć i na końcu, co zresztą stanowi wzorcowy przykład sprzężenia zwrotnego dodatniego, ale to inna historia i jej nie opowiemy. Wracając do meritum, czyli gdzieś w okolice reformy edukacji, należy powiedzieć, iż prowadzi ona do ubóstwa intelektualnego, co okazuje się być dużo bardziej groźne, aniżeli mogło się wydawać we wstępie. Jakże mianowicie człowiek niewykształcony ma kształcić obligatoryjnie mniej wykształconego od siebie potomka? Jakże ma być rodzicem, będąc ogłupianym wywodami na zajęciach z Przygotowania do Życia w Rodzinie tudzież przysposabianych do obrony w szkolnej stołówce i w dodatku bez tablicy? Wreszcie, jakże ma być dobrym pracownikiem? I to ostatnie pytanie, wbrew pozorom, stanowi największy problem. Pracownik bowiem to nie tylko mularz, piekarz, tokarz, złodziej, kamieniarz, gałganiarz, kuśnierz, dyrygent, intendent, subiekt, księgarz, kucharz, malarz, skrzypek, finansista, bankier, szalbierz, kat, lotnik, żołnierz, harcerz, pielęgniarka, lekarz, cieśla, dentysta, bednarz, językoznawca, kataryniarz, rymarz, kołodziej, łuczarz, grotnik, dobrodziej czy polityk, Drogi Czytelniku. Pracownik to także nauczyciel.
O ile wciąż jeszcze spotyka się wśród zakurzonych sal polskich placówek, naukowców czujących powołanie do pełnienia szlachetnej misji edukacji zacofanej młodzieży, o tyle niestety coraz to częściej napotyka się osoby niewykwalifikowane i popełniające tragiczne w skutkach błędy pedagogiczne. Prowadzi to do sumarycznej dezintegracji intelektualnej wśród dzisiejszej młodzieży, której znaczna część po latach z pewnością wstąpi ponownie w progi szkolne, by nauczać kolejne pokolenia młodzieży, tyle, że już niedzisiejszej. Można wprawdzie dokonywać prób usprawiedliwienia poziomu nauczania w polskim szkolnictwie, rezygnując z rzetelnych działań na rzecz dysputy nad tematami zastępczymi, w znacznej mierze opierającymi się na wprowadzeniu: idealnego programu nauczania, mundurków, klatek, kamer, ochroniarzy, mleka, wojska, darmowych ołówków (bez gumki) czy ocieplanych kalesonów. Trudno bowiem nie dostrzec, iż w rzeczywistości prawdziwie potrzebne jest wytłumaczenie braku kwalifikacji zatrważająco dużej liczby pracowników oświaty, publikacji upstrzonych błędami podręczników, druku obleśnych zeszytów ćwiczeń czy też naiwnych opracowań lektur, istnych opok dla nieznających własnego języka skretyniałych abnegatów, pilnie śledzących opodal zdania "Ogólnie rzecz biorąc, straszny jest gorąc" szarej ramki, usłużnie podpowiadającej sentencję "Opis temperatury". By dowieść słuszności przedłożonych tez i antytez, pozostaje podeprzeć się trafnymi przykładami takich niuansów edukacyjnych, których nawet sam program nauczania (stan na: styczeń 2007) nie zawiera.
Dość przywołać tutaj paradoksy tzw. jednostek lekcyjnych, podczas których uświadczyć można tyleż finezyjnych stwierdzeń, ile zwykło się przytaczać w formie antyprzykładu w znanych magazynach satyrycznych. Wynikają one tak z zatrważających błędów w niezbyt utylitarnych pomocach dydaktycznych, jak i z arcyciekawych teorii nauczycieli, z których wystarczy przytoczyć sławetną sentencję pewnej nauczycielki historii starożytnej, akcentującej podczas jednostek lekcyjnych, iż: "Starożytni Rzemianie płacili pieniądzmi". Ponownie trudno doszukać się znamion racjonalizmu w podręczniku do nauki WOK-u, utrzymującym m.in., iż "Maria de Medici była żoną Ludwika XIII". Co bystrzejsi uczniowie mogą być zaskoczeni także podczas fizyki, kiedy to w ramach jednostki lekcyjnej wykładająca wiedzę praktykantka przekonuje ich, że "ta prędkość to jest prędkość", uniemożliwiając im "wykorzystanie wiadomości na swoją korzyść". Co więcej, do niemałego zakłopotania prowadzą także pytania pomocnicze: "Ona spadnęła?", atoli surowe uwagi: "Musisz czuć się na baczności" czy też przykazania dydaktyczne: "Nie spaźniaj się, siadnij na miejsce i słuchajta, co mówim!". Paradoksalne wydają się zatem pytania podsumowujące: "Wszyscy rozumią?", po których w dziewięciu przypadkach na dziesięć w sali zapada głucha cisza, przerywana jedynie szelestem kart do gry, stukotem kości, czy też po prostu bezpardonowym dzwonkiem, oświadczającym pomyślne dostarczenie wiadomości tekstowej do adresata, lub odwrotnie. Nie sposób pominąć także przewijających się w ramach jednostki lekcyjnej dywagacji filozoficznych, nierzadko owocujących tak wysmakowanymi performatywami, jak: "te prawdy stałyby się nieprawdami, prawda?", tudzież pytaniami hołdującymi doktrynie ścieżek przedmiotowych: "Co Sokrates wkładał Platonowi w usta?".
Przytoczone wypowiedzi przyprawiłyby z pewnością szanownych czytelników niniejszego felietoniku o kłopoty z przeponą i marskość wątroby tudzież innych organów, gdyby nie fakt, iż niewątpliwie świadomi są oni w pełni tragicznego wpływu, jaki tego rodzaju wiedza wywiera na świadomości patriotycznej dzisiejszej młodzieży. Dosyć będzie zatem, gwoli małego usprawiedliwienia persyflastycznego tonu felietoniku, przytoczyć zrelacjonowa- ną nam przez naszego zaufanego informatora uroczą rozmowę dwóch mniej uroczych, i pewnie przez to pragnących pozostać anonimowymi, uczennic, żywo dyskutujących o nieuchronnie zbliżającym się sprawdzianie..., pardon, teście z języka polskiego. Nie byłoby w tej dyskusji nic nadzwyczajnego, gdyby jej uczestniczki nie eksploatowały kodu językowego, opierającego się w znacznej mierze na trzech czasownikach, jednym rzeczowniku oraz bodajże dwóch przymiotnikach odczasownikowych a także nie zwieńczyły swej rozmowy dialogiem, dobitnie ukazującym zgubną influencję wadliwych metod nauczania:

- To, jak to było?
- Co?
- No, dezire?
- Nie, dies irae!

Proszę wybaczyć chwilowy autotematyzm, ale od razu chciałbym uprzedzić oskarżenia co mniej inteligentnych czytelników Satyrykonu - o ile tacy w ogóle są w stanie dotrzeć tak daleko - i zaznaczyć, iż nasz zaufany informator bynajmniej się nie przesłyszał. Oczywiście, stokroć bardziej wolelibyśmy przyznać się do niekompetencji naszych osobowych źródeł informacji, jednakże proza życia jest bezwzględna i nazbyt często zaskakuje synkretycznymi wtrętami natury tragikomicznej.
Pozwolę sobie niniejszy felietonik zakończyć nietypową reasumpcją, bowiem nie zawierającą konkluzji, a co za tym idzie pozostającą bez związku z poprzednim akapitem, bowiem groziłoby to wyciąganiem niebezpiecznych wniosków, za których publikację collegium redakcyjne Satyrykonu ścigane byłoby zapewne przez jego wrogów do końca II edycji magazynu. Otóż śmiem tuszyć, iż zaprezentowane tu tezy zostały udowodnione, dialogi wyodrębnione i wyszczególnione odpowiednim układem wersyfikacyjnym zaś przywoływane na przestrzeni całej publikacji osoby prawne i fizyczne należycie skrytykowane. Co inteligentniejszym czytelnikom zaś, w formie małego smrodku dydaktycznego pragnę polecić głębsze rozważenie ledwie zarysowanego zagadnienia, a i podjęcie szlachetnej misji uzdrawiania wymiaru sprawiedliwości i edukacji, coraz to mocniej domagającego się połączenia z właśnie zlustrowanym sektorem bezpieczeństwa.
 
 
Satyrykon - Parodystyk

Satyrykon - Parodystyk
 
 Satyrykon - Parodystyk Satyrykon - Parodystyk Satyrykon - Parodystyk
Materiały publikacyjne Satyrykonu ar- chiwizowane są po upłynięciu dwunas- tomiesięcznego okresu ich emisji na ła- mach portalu. Archiwalne felietoniki pa- rodystyczne redaktorów prowadzących dostępne są po ich pobraniu na dysk w formacie skompresowanym RAR.

Satyrykon - Parodystyk
Aktywnie udostępniane wiadomości o nowościach publikacyjnych Satyrykonu.
 
Satyrykon - Parodystyk
 
Redaktor naczelny Satyrykonu
Diuk Stukpuk Esq.

Z-ca redaktora naczelnego Satyrykonu
Matias de Śledź Esq.

Red. Pruce Wszechmyślący
Red. Płaksin
Red. Urlam Turlam
 Satyrykon - Parodystyk
Oficjalny biuletyn informacyjny portalu wysyłany prenumeratorom z chwilą pu- blikacji nowych treści w Satyrykonie. Kliknij tutaj, aby zaprenumerować.
Satyrykon - Parodystyk

Satyrykon -Parodystyk Collegium redakcyjne Promocja Regulamin Zasady Zgłaszania Zażaleń Prawa autorskie Kontakt


 
Satyrykon - portal satyryczny