Satyrykon - Parodystyk Satyrykon - Parodystyk Satyrykon - Parodystyk Satyrykon - Parodystyk Satyrykon - Parodystyk Satyrykon - ParodystykSatyrykon - Humoroskop
Satyrykon - Parodystyk
 Satyrykon - Parodystyk
Parodystyk, piastujący nader zaszczytne miej- sce wśród skonwencjonalizowanych kolumn satyrycznych niniejszego portalu, pozostaje silnie związany z normatywnymi gatunkami publicystycznymi, wśród których wydają się być dominującymi felietoniki parodystyczne, które jako spécialité de la maison Collegium redakcyjnego Satyrykonu wnoszą do lektury afirmatywny postulat intencjonalny.
 
Satyrykon - Parodystyk

Satyrykon - Parodystyk
 
    Satyrykon - Parodystyk
 
 
 
 
 
 
 
Satyrykon - Parodystyk
W karcie zdań, miast mniej lub bardziej smako- witych potraw, odszukać można spis najzłośliw- szych z najnowszych utworów parodystycz- nych, popełnionych w chwilach mentalnej wyższości przez czołowych publicystów portalu satyrycznego Satyrykon i w każdym przypadku bezlitosnie wyszydzających absurdy świata do- czesnego, a więc imających się nieomal wszys- tkich dziedzin życia społecznego. Bon appétit!
Satyrykon - Parodystyk

Satyrykon - Parodystyk
 
   Satyrykon - Parodystyk
 
Wywiedziona z demagogicznych tyrad pseudodemokratów utopijna idea powszechnej edukacji, w myśl której młódź nawet siłą oderwana od pługa może zdobyć szesnaście fakultetów dzięki ofiarności i poświęceniu życzliwych nauczycieli, znalazła ujście w tyleż absurdalnym, ile – o zgrozo – gremialnie w eurosocjalnym społeczeństwie aprobowanym, programie reform i postępowych zmian w resorcie nauczania. Obecnie, dzięki wiekopomnym decyzjom kolejnych ministrów edukacji, nawet kopacz rowów nawadniających może udać się po celującym zdaniu egzaminu maturalnego na psychologię stosowaną, zaś latami niekształcone potomstwo chłopa małorolnego szczycić się może dyplomami z zarządzania i bankowości, jakże wszak przydatnymi podczas sadzenia fasoli czy okopywania buraków. Co zaś najbardziej paradoksalne, obserwator najbardziej nawet obiektywnie odnotowujący te fakty natychmiast oskarżany jest o nietolerancję i wysyłany na pranie mózgu do psychologa, aby przypadkiem nie dopuścić do powstania dokuczliwego wrzodu na wzorowo rozwijającym się społeczeństwie hominum insipiensum.
Nie ma chyba nic gorszego nad wdrażanie w życie projektu jawnie idiotycznego wespół z gorliwymi zapewnieniami o jego wydumanych zaletach, stosowanymi jako argument koronny we wszystkich dyskusjach i debatach politycznych do czasu, gdy jego beznadziejna obrona przestaje się opłacać. Ten fenomen erystyczny idealnie tłumaczy się w ramach pamiętnej decyzji o likwidacji dawnego egzaminu dojrzałości na poczet wprowadzenia nowomodnych – czy, jak chcą pomysłodawcy, nowoczesnych – metod weryfikacji wiedzy i umiejętności. Decyzja ta pociągnęła za sobą w logicznej konsekwencji także konieczność przeprowadzenia reform na wszystkich szczeblach edukacji państwowej, aby już od kołyski zadbać o obniżenie poziomu intelektualnego przyszłych podatników i zapewnienie tym samym ich doskonałej uległości wobec najbardziej nawet absurdalnych i sprzecznych z logiką ustaw. Po co wszak trwonić cenne fundusze na podsłuchy, inwigilację, aparat policyjny czy też inne środki kontrolowania ludzi świadomych swej wartości intelektualnej, skoro można zawczasu zadbać o to, by ową świadomość utracili jak najszybciej i w rezultacie nie potrafili odnaleźć własnej rzyci bez mapy z rozbudowaną legendą. Winszować należy jednak kunsztu demagogicznego propagatorom reform, którzy w nawet najbardziej kontrowersyjnych i o pomstę do nieba wołających przypadkach tak potrafią przedstawić swe postulaty, iż zyskują one szerokie grono apologetów nawet wśród potencjalnych dysydentów. Wprowadzenie chociażby tzw. ścieżek edukacyjnych w szkole podstawowej zamiast cywilizowanych przedmiotów przyjęte zostało z buńczucznym aplauzem nie tylko jako czyniące szkołę przyjazną rozradowanej dziatwie, ale nadto jako realizujące doskonale pedagogom znaną konieczność czynienia nawiązań pomiędzy najbardziej sprzecznymi, wydawałoby się, dziedzinami wiedzy. Jakąż maestrią musieli się więc odznaczać propagatorzy tego szokująco idiotycznego rozwiązania, skoro zdołali na tyle zamydlić wyborcom oczy, by ci nie dostrzegli, iż oto na ich oczach próbuje się skodyfikować aspekt dotąd przynależny inicjatywie pedagogicznej nauczyciela, zobligowanego do przyswojenia uczniom nawyku komparatystycznego, a tym samym do świadomego i dojrzałego wychodzenia poza heurezę szkolną na poczet badań indywidualnych! Tymczasem, gdy – zwłaszcza na poziomie podstawowym – zacznie się od razy nauczać, dajmy na to, historiozofii, zamiast oddzielnie nauczać historii i filozofii, zaowocuje to nie tylko całkowitym dyletanctwem z obu przedmiotów, ale także uniemożliwi wykształcenie umiejętności czynienia porównań pomiędzy poszczególnymi gałęziami wiedzy. Brak zaś takiej umiejętności skutkować będzie stopniowym i początkowo niezauważalnym zanikiem zdolności kojarzeniowej, która to bez wątpienia jest podstawowym wyróżnikiem inteligencji. Ileż bowiem osób już w ogóle nie dostrzega faktu, iż żenujący poziom debat medialnych, przypominających coraz silniej opętańcze wrzaski szympansów przed promiskuityczną orgią, wynika właśnie z braku umiejętności łączenia faktów, która powinna być swoistym credo każdego zapraszanego do rozmowy polityka czy niezależnego eksperta. Ileż osób zdaje się nie rozumieć, iż obecność owych ekspertów czy też lokalnych autorytetów jednego miesiąca, wynika nie z faktu doceniania ich częstokroć istotnie godnego uznania dorobku naukowego, ile z chęci wywołania złudzenia wysokiego poziomu debaty ku uciesze bezrozumnego pospólstwa, które w swoich piwnych rozmówkach zakąszanych kiełbachą najczęściej nawet nie potrafi nawet sformułować jednoznacznego tematu dyskusji, ograniczając się w zamian do płynnego balansowania między sceną i obsceną. A ileż znowuż osób nie zrozumie niniejszej dygresji?
Egzamin dojrzałości, kosztujący kadrę pedagogiczną niewiele ponad odrobinę wysiłku przy obmyślaniu pytań egzaminacyjnych i pozostający długie lata w cieniu życia społecznego a przez media machinalne odnotowywany jako konieczny rudyment czasów minionych, został więc pospiesznie zastąpiony egzaminem maturalnym, nie tylko przykuwającym uwagę prasy i telewizji jako świetny temat zastępczy, ale i wymagającym wielomilionowym nakładów z budżetu państwa. I jakkolwiek ujawniana przez kolorowe brukowce karygodnie niska cena wódki w bufecie sejmowym obiła się echem wśród słusznie oburzonego społeczeństwa, tęskniącego najwyraźniej za czasami, w których ambrozja ta dostępna była w każdym warzywniaku, tak koszty rokrocznie ponoszone przez resort edukacji na druk tysięcy nowoczesnych arkuszy egzaminacyjnych wraz z koniecznymi do ich oznakowania naklejkami kodowymi (sic!) nie tylko nie oburzają, ale i nie są przedmiotem żadnej merytorycznej dyskusji. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest dziecinnie prosta: urzędnicy, nazywani przez niektórych sprytnie układem, omamili rodziców niespokojnych o zdrowie psychiczne bezstresowo wychowywanych pociech chytrym zapewnieniem, iż taki system wyeliminuje karygodne przypadki niesprawiedliwego oceniania, pleniące się ponoć onegdaj wśród egzaminującej kadry pedagogicznej i podług powszechnie panującej opinii będące jedynym powodem rezygnacji z dawnego systemu matur. A gdy opinia publiczna, której istnienie jako bytu podejrzanie mnogiego w swej jednostkowości słusznie podważał już Stanisław Jerzy Lec, nakarmiona została kolejnym pustym, populistycznym frazesem, na polu bitwy o zachowanie szczątków zdroworozsądkowego myślenia pozostała jedynie inteligencja – a tej jeszcze żaden rząd na świecie nigdy się nie obawiał. Jeżeli bowiem w wypaczonej wizji reformistycznej współczesnej polityki najbardziej nawet doniosła zmiana pociąga za sobą zastosowanie innego, choć bynajmniej nie szlachetniejszego, garnituru oderwanych z kontekstu pojęć i terminów, to każda kolejna reforma – w analizowanym przypadku reforma edukacji – przyczyniać się będzie jedynie do postępującego regresu intelektualnego wśród społeczeństwa, co oczywiście nie musi być dostrzegane przez postępowych reformistów, cieszących się zawężonym do okresu czteroletniej kadencji spectrum gnostycznym.
Paradoksalnie więc, chcąc w myśl powszechnej tolerancji i zgody plemiennej nieść kaganek oświaty nawet tym, którzy są organicznie niezdolni nie tylko do twórczego myślenia, ale i wykonywania czynności wykraczających poza te wymagające siły fizycznej i ślepej uległości wobec poganiacza z pejczem, w rzeczywistości doprowadza się do sytuacji, w której wymienieni spoglądają na ów kaganek z zaciekawieniem i próbują dociec przyczyny, dla której płomień jego nie gaśnie. Najczęściej zresztą na tej ciekawości kończy się pragnienie wiedzy a zaczyna walka o wolność od zobowiązań, przymusu edukacyjnego, nachalnych belfrów tudzież innych uroków heurystycznych, zwieńczona gorliwym pragnieniem osiągnięcia wieku umożliwiającego ucieczkę z okowów nauki oraz powrotu do starych, ale jarych.
Czasem też ozimych.
 
 
Satyrykon - Parodystyk

Satyrykon - Parodystyk
 
 Satyrykon - Parodystyk Satyrykon - Parodystyk Satyrykon - Parodystyk
Materiały publikacyjne Satyrykonu ar- chiwizowane są po upłynięciu dwunas- tomiesięcznego okresu ich emisji na ła- mach portalu. Archiwalne felietoniki pa- rodystyczne redaktorów prowadzących dostępne są po ich pobraniu na dysk w formacie skompresowanym RAR.

Satyrykon - Parodystyk
Aktywnie udostępniane wiadomości o nowościach publikacyjnych Satyrykonu.
 
Satyrykon - Parodystyk
 
Redaktor naczelny Satyrykonu
Diuk Stukpuk Esq.

Z-ca redaktora naczelnego Satyrykonu
Matias de Śledź Esq.

Red. Pruce Wszechmyślący
Red. Urlam Turlam
 Satyrykon - Parodystyk
Oficjalny biuletyn informacyjny portalu wysyłany prenumeratorom z chwilą pu- blikacji nowych treści w Satyrykonie. Kliknij tutaj, aby zaprenumerować.
Satyrykon - Parodystyk

Satyrykon -Parodystyk Collegium redakcyjne Promocja Regulamin Zasady Zgłaszania Zażaleń Prawa autorskie Kontakt


 
Satyrykon - portal satyryczny